Savoir-vivre

prowadzenie fanpage, marketing spolecznosciowy

Savoir–vivre: Ogłada, dobre maniery, bon-ton, konwenans towarzyski, znajomość obowiązujących zwyczajów, form towarzyskich i reguł grzeczności obowiązujących w danej grupie.

Tak ów francuski zwrot definiuje Wikipedia. Można by rzec, że na każdym etapie naszych interpersonalnych relacji winno się ustalać pewien kazus, zgodnie z którym powinniśmy postępować, dajmy na to rozmawiać. No właśnie jak to jest z tym savoir–vivre w Internecie i czy w ogóle on istnieje, jak ma wyrażać się na tle internetowych różnorodności? Jaki mamy do niego stosunek, a jaki należałoby obrać?

Internet, w dobie człowieka ustawicznie poszukującego postępu technologicznego, to co najmniej potężne narzędzie. Social media, portale z muzyką, filmami, fora, czaty, komunikatory internetowe – to cząstka czeluści netu.

Każde jednak narzędzie składa się z elementarnej cząstki. W tym przypadku jest to człowiek, komunikujący się z innymi bądź opiniujący za pośrednictwem komputera, tabletu, telefonu etc. Mimo tej zasłony dymnej nie można zrzucić z siebie szat kultury osobistej – ona musi tu też obowiązywać. Jest jednak (choć nie zawsze) inaczej.

Nietakty internautów przenoszą się na rozmaite płaszczyzny sieci. Weźmy na start pod lupę najpopularniejszy serwis społecznościowy – Facebook. Dlaczego? Możemy odnieść się do najważniejszych dla nas wyznaczników kultury osobistej: komentarze zdjęć, filmów, wpisy, udostępnianie wszelakiej maści materiałów, rozmowy przez komunikator – dosłownie wszystko. Nie wiadomo, czemu maska ekranu laptopa czy wyświetlacz telefonu wynaturza niektórych i skłania do zachowań dalekich od kulturalnych. Przecież moralny relatywizm nie zakłada jakichś ustępstw dla korzystania z usług sieci. Wulgarne komentarze, niestosowne wpisy, złorzeczenia, zaczepki zahaczają chociażby o głęboki seksizm, szowinizm czy upublicznianie poglądów ogólnie sprzecznych z tymi, które stanowią gwarant dobra społeczeństwa. Czemu zaprzestaliśmy używania dużych liter, znaków interpunkcyjnych, logicznych wypowiedzi oraz stosowania podstaw jakiejkolwiek składni.

No hej! Przecież mamy piękny język, mimo że trudny, powinien być zakorzeniony w naszej świadomości w każdej przestrzeni, nawet tej wirtualnej. Emotikony zastępują wiele słów. Okej… Czy jednak niezbędne są one, aby zastępować nasze zdanie, opinie.

Kolejny paragraf i wykroczenia – agresja. Wszechobecne, już zdecydowanie nudne słowo HEJT. Wystarczy znaleźć osobę publiczną, z sukcesami czy bez nich, byle publiczną. Dalej przewijać komentarze. Włos na głowie się jeży. Internauci toczą tam regularne bitwy ze sobą, przede wszystkim próbują zbić kogoś z pantałyku. Obelżywe i gruboskórne opinie, bez żadnych fundamentów. Utyskiwania i próby konfliktów oraz wciągnięcia w co najmniej idiotyczne zagrywki są wprost dziecinne i zakrawają o jakieś zaburzenia osobowości.

Wszystkie takie wypowiedzi utożsamiają się z ogromną dozą frustracji, zazwyczaj nieuzasadnionej. Ponadto wszelakie fora, filmy, muzyka, których wspólnym mianownikiem jest agresja. Tego nie można nawet podpiąć pod niestosowanie się do elementarzu kultury osobistej, a czysty przejaw zła.

Recepta? Być może należy zacząć skutecznie wyplewiać tego typu stereotyp i dbać o własne konto. Co to znaczy? Samemu zwracać się do swojego rozmówcy, czy traktować o podmiocie sprawy dokładnie tak, jakbyśmy byli z nim w bezpośrednim kontakcie. Uważam, że właśnie brak kontaktu bezpośredniego dodaje „skrzydeł” takim ludziom i stają się dziwnego typu chojrakami. Wstarczy włączyć capslock i należycie napisać zwrot grzecznościowy, używać przecinków, kropek, odnosić się do komentowania krytycznie, a nie wyłącznie napastliwie. Włączyć na luz.

Myślę, że wtedy samo bytowanie w sieci stanie się po prostu mniej złowieszcze i przyjemne dla oczu. Młode pokolenia będą odruchowo stosować się do tego wzorca i będziemy cieszyć się z savoir–vivre’u w Internecie.

Savoir-vivre w sieci, czyli stosowanie zasad netykiety na fanpage